To nieudolna obrona w związku z blamażem przetargu na odbiór odpadów?

Tuż przed Świętami mamy kolejną odsłonę ofensywy na rzecz spalarni odpadów we Wrocławiu. Wypowiedzi Prezesa Ekosystemu Pawła Karpińskiego podczas „wywiadu*” w portalu Wroclaw pl są skandaliczne i w większości nieprawdziwe.

Przede wszystkim Pan Prezes uporczywie forsuje pogląd, że taka spalarnia zapewniłaby jakoby niższe ceny za odbiór odpadów. „Pod warunkiem, że to będzie instalacja gminy Wrocław, czyli nasza”. Argumentuje, że teraz odpady resztkowe trzeba wozić do cementowni Opole, a to daleko.

Tyle że Pan Prezes przedstawia tylko jedną stronę medalu – skrzętnie pomija koszt budowy takiej spalarni, a ten trzeba obecnie szacować na 1,5 mld zł (plus koszty finansowania). Oznacza to, że każdy mieszkaniec miasta wyłożyłby na taką spalarnię średnio 2200 zł.

Bo tego nie zapłacą krasnoludki tylko w ten czy inny sposób z własnej kieszeni mieszkańcy Wrocławia! Bo na spalarnie nie ma żadnych dofinansowań.

Mówił już o tym przecież w 2023 r. Wiceprezydent Wrocławia Jakub Mazur: „- Jako gmina nie mamy takich planów. Prezydent Jacek Sutryk już jakiś czas temu zadeklarował, że we Wrocławiu nie będzie spalarni i tego się trzymamy. To oczywiście wynika z oceny sytuacji i analizowania tego, co nas czeka w przyszłości. (…) My uznaliśmy, że nie ma sensu, żeby Wrocław inwestował ponad miliard złotych w instalację, która – zważywszy na strumień odpadów w perspektywie 2035 roku – nie będzie miała ekonomicznego sensu. To nie zdążyłoby się nam zwrócić.”

Fałszywy jest także pogląd, że spalarnia oznaczałaby niższe opłaty dla mieszkańców za odbiór śmieci. NIE MA takiej prostej zależności, że tam gdzie spalarnia jest taniej, a tam gdzie jej nie ma jest drożej. Są miejsca, gdzie dzieje się dokładnie odwrotnie. Wykazywaliśmy to wielokrotnie.

Najlepszym przykładem jest Szczecin, gdzie funkcjonuje komunalna spalarnia, a stawki za odbiór odpadów są na poziomie Wrocławia. Inne przykłady – Gdańsk i Warszawa, gdzie po wybudowaniu tam spalarni doszło do podwyżek (!) cen. A przecież miało być „taniej”???

Dzieje się tak dlatego, że spalarnie to nie „instytucje charytatywne” tylko za spalanie odpadów każą sobie słono płacić. I dotyczy to zarówno spalarni prywatnych jak i komunalnych. Do tego, wizja włączenia spalarni do europejskiego systemu opłat za emisje CO2 ETS spowoduje dalszy wzrost opłat za spalanie odpadów.

Pan Prezes pomija także fakt iż w Polsce NIE potrzebujemy już więcej spalarni. W naszym kraju mamy już zabezpieczonych więcej instalacji do spalania odpadów komunalnych niż wynoszą krajowe potrzeby, a odpady NIE podlegają regionalizacji. Odpady resztkowe można zagospodarować w istniejących spalarniach, współspalarniach i cementowniach, tak jak się to dzieje już teraz.

Co więcej, za kilka lat, jak już powstaną wszystkie budowane i procedowane obecnie instalacje, możemy mieć do czynienia z sytuacją, że zacznie brakować odpadów do spalania. To właśnie dlatego spalarnia w Krakowie zrezygnowała z rozbudowy mocy przerobowych. Budowanie kolejnej spalarni jest w tej chwili kompletnie nieperspektywiczne.

Kolejna manipulacja to polityka unijna w zakresie spalarni i pomijanie faktu iż spalarnie są na samym dole hierarchii postępowania z odpadami.

🇪🇺 Już w preambule (pkt. 2) Dyrektywy UE 2018/850 wskazuje się, że stosując hierarchię postępowania z odpadami nie należy zastępować składowania odpadów ich spalaniem (!).

🇪🇺 W Rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2020/852 (tzw. Taksonomii), stwierdza się jednoznacznie, że spalarnie odpadów wyrządzają poważne szkody środowiskowe i nie wpisują się w Gospodarkę o Obiegu Zamkniętym (art. 17).

🇪🇺 Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 10 lutego 2021 r. 2020/2077(INI) w sprawie nowego planu działania dotyczącego Gospodarki o Obiegu Zamkniętym mówi wyraźnie o ograniczaniu spalania odpadów i nie zwiększaniu wydajności spalarni (art. 104).

O tym wszystkim Prezes Karpiński jednak się nie zająknął, a nie jest to przecież wiedza tajemna. Wiedzą o tym także władze miasta i tu ponownie przypomnijmy słowa Wiceprezydenta Mazura: „podjęliśmy decyzję, że dążymy do bycia „zielonym” miastem, które ogranicza emisje. A więc w takie inwestycje nie wchodzimy, bo termiczne przetwarzanie jest emisyjne i podkreśla się to we wszystkich strategicznych dokumentach unijnych.”

Pan Prezes twierdzi też, że spalarnie nie są toksyczne i nie ma czego się obawiać. Tymczasem nawet najnowocześniejsze spalarnie trują, co potwierdza wiele badań naukowych opublikowanych w renomowanych czasopismach naukowych.

Fatalne skutki rozciągnięte są w czasie na dziesiątki lat – a te skutki to m.in. nowotwory, bezpłodność, zmiany rozwojowe noworodków oraz wyższa śmiertelność. Lista badań wraz z linkami – w komentarzu.

To znów – nie jest wiedza tajemna, to ogólnodostępne (choć specjalistyczne) badania.

W jednym tylko musimy się zgodzić. Faktycznie nie ma obecnie alternatywy dla innego zagospodarowania pozostałości odpadów tzw. frakcji kalorycznej niż spalanie. Nie można takich odpadów składować na tzw. wysypiskach. Tyle że do zagospodarowania takich odpadów resztkowych moce istniejących, budowanych i procedowanych instalacji są już w Polsce zabezpieczone.

Problemy i wyzwania leżą gdzie indziej:

✅ Ograniczenie wolumenu odpadów, w czym pomoże Rozszerzona Odpowiedzialność Producenta oraz system kaucyjny,
✅ Zwiększenie poziomu recyklingu, do czego droga wiedzie przez poprawę selektywnego zbierania odpadów oraz zagospodarowanie frakcji bio,
✅ Budować powinniśmy zaś biogazownie, a nie spalarnie. Bo biogazowni brakuje, a moglibyśmy w nich wytworzyć nawet tyle gazu, ile importowaliśmy przed wojną z Rosji.

Ekosystem ma tu też pole do popisu. Jednak zamiast skupić się na poprawie segregacji, zwiększaniu recyklingu, Pan Prezes woli opowiadać banialuki o spalarniach. Odczytujemy to jako nieudolną próbę obrony w świetle blamażu przetargu na odbiór odpadów komunalnych we Wrocławiu za co Pan Prezes Karpiński jest osobiście współodpowiedzialny.

* – celowo ubieramy słowo „wywiad” w cudzysłów ponieważ materiał ten tylko pozornie miał formę dziennikarskiego wywiadu. Bardziej to była pogadanka Pana Prezesa Karpińskiego, udzielanie „odpowiedzi” na z góry znane pytania. Z dziennikarstwem nie miało to nic wspólnego.